Ja wierze w boga ,ale ksiezy omijam,chyba ze juz musze sie z nimi spotkac ,wole isc do kosciola /nie w czasie mszy/ i pomodlic sie w ciszy ,a nie wysluchiwac tego co znam na pamiec,bo zazwyczaj w 176. Język publikacji. polski. 19, 90 zł. 23,89 zł z dostawą. Produkt: Religia Wierzę w Kościół Klasa 6 Podręcznik Danuta Jackowiak, Jan Szpet. kup do 13:00 - dostawa jutro. dodaj do koszyka. 1. Zostałam w takiej wierze wychowana. 2. Biblii nie mógł napisać jeden zajarany człowiek. 3. W moim życiu dokonał się cud przy pomocy wody święconej. 4. Inne cuda nie kłamią, ktoś tym musi kierować. 5. W fizyce nic nie tworzy się samo i nic nie znika, to dlaczego my mielibyśmy "znikać"? Ten Kościół, w który wierzę, jest nietknięty, nie trzeba go poprawiać. To są święci, którzy ciągle się w tym Kościele rodzą, to są sakramenty, to jest Słowo Boże. Lista zagrożeń duchowych Lista zagrożeń duchowych, które skutkować mogą dręczeniem demonicznym, nie jest pełna i zawiera praktyki współcześnie najbardziej rozpowszechnione. Lista zagrożeń powstała w oparciu o wiedzę Kościoła (Rytuał rzymski), książki księży egzorcystów oraz świadectwa osób uwolnionych od działania złego ducha. 1. Bałwochwalstwo (id Bp Czaja przekonywał, że Kościół zasługuje na to, by w niego wierzono, bo nie jest dziełem ludzkim, a Bożym – jest dziełem, które oznacza zjednoczenie Boga z ludźmi. „Za dziełem Kościoła stoi działanie Boga i życie Boga w dziele, którym jest Kościół” – powiedział. Jak dodał, Kościół zasługuje, by mu wierzono . Nigdy nie wierzyłam w Boga. Kiedyś nawet bardzo się starałam uwierzyć, zazdrościłam moim koleżankom w podstawówce ich wiary. Dumnie nosiły na palcach obrączki Rycerstwa Maryi, gorliwie modliły się w czasie mszy, chodziły na spotkania. Raz nawet pojechałam na „wakacje z Bogiem”. Ten wyjazd do Kamienicy Królewskiej wspominam koszmarnie. Czułam się jak kwiatek przy kożuchu, jak piąte koło u wozu, jak czarna owca, która mimo najszczerszych chęci nie potrafi uwierzyć. Mój ojciec jest zadeklarowanym ateistą. Pamiętam, kiedy jako dziecko pytałam go o to, co stanie się z nami po śmierci mówił: „nic”. Nigdy nie widziałam, żeby moja mama się modliła, do kościoła przychodziła tylko na uroczystości jako gość. Zostałam ochrzczona, przyjęłam komunię i bierzmowanie, bo wszyscy przyjmowali. Skoro nie byliśmy innego wyznania, to znaczy, że byliśmy katolikami – tak się przyjęło. To nic, że nikt w mojej rodzinie nie chodził do kościoła, nie przyjmowaliśmy kolędy, nie modliliśmy się. Katolicy. Taki worek, w który upchnięci byli również niewierzący. I przyszedł moment, w którym zapragnęłam z tego worka wyjść i zacząć normalnie oddychać. Bez presji społecznej, bez „powinnam”, bez „wypada”. Dojrzałam do tego, by powiedzieć głośno – NIE WIERZĘ W BOGA. Ale po kolei… Pierwszy raz spróbowałam się zbuntować w pierwszej klasie liceum. Na lekcję religii przyszedł ksiądz, który po wejściu do klasy zadał nam pytanie: „czy wierzycie w horoskopy?”. Zgłosiło się nas kilkanaście osób. Ksiądz wpadł w furię. Zaczął nas wyzywać od pomiotów szatana, spadł na nas grad obelg i inwektyw. Wyszłam. I powiedziałam, że nie wrócę. Nie wróciłam. Lata 90-te to był czas, w którym nie było to popularne, ale nie interesowało mnie to. Nie chciałam w tym uczestniczyć, więc tak się stało. To nie był jednak koniec moich relacji z kościołem. W 2003 roku, w wieku 23, lat wzięłam z moim obecnym mężem ślub kościelny. On również nie chodził na religię w technikum, miał podobne stosunki z kościołem jak ja, ale mimo wszystko zdecydowaliśmy się na ślub konkordatowy. Dlaczego? Nie wiem. Może dla białej sukni, kwiatków i Ave Maria? Było pięknie, doniośle, magicznie… Dziś nie zdecydowałabym się na taki ślub. Dziś byłby to ślub cywilny, być może na jakiejś pięknej plaży albo w ogrodzie. Już wtedy miałam poczucie, że przysięgam człowiekowi, z którym chcę spędzić życie, mężowi, a nie Bogu, w którego nie wierzę. Igora ochrzciliśmy, kiedy miał kilka miesięcy. Tak się robiło. Formalnie byliśmy przecież katolikami, więc „wypadało” go ochrzcić. Podobnie było z Olivierem, choć tu ociągałam się już i pamiętam, że przyjął chrzest, gdy był dość duży – na pewno już chodził. Żałuję. Nie powinnam była tego robić. Olivier kategorycznie odmówił uczestnictwa w zajęciach religii po drugim spotkaniu z katechetką w przedszkolu. Powiedział, że nie i koniec. Nie zmuszałam go, szczególnie, że już wtedy dość wyraźnie widziałam jak daleko jestem od kościoła. Po pierwszym spotkaniu w sprawie komunii Igora nasz najstarszy syn sam zdecydował, że nie chce w tym brać udziału. Zrezygnował też z chodzenia na religię. Dziś myślę, że było to naturalną konsekwencją tego, że wychowują się w domu, w którym wszyscy są ateistami. Religię katolicką traktujemy jako jedną z wielu. Mamy znajomych i przyjaciół różnych wyznań, na całym świecie – protestantów, prawosławnych, muzułmanów, buddystów. Szanujemy ich wiarę. Podobnie jak szanujemy wiarę katolicką. Szanuję ludzi wierzących, w co by tam nie wierzyli, ale pod warunkiem, że ich wiara jest prawdziwa, a nie na pokaz. Dla tych, którzy rzeczywiście żyją zgodnie z zasadami wyznawanej religii i miłości do bliźniego. Niestety znam wiele osób, które deklarują prawdziwą wiarę, a swoim postępowaniem, postawą, stosunkiem do ludzi przeczą jej podstawowym założeniom. Brzydzę się taką obłudą. Powiedzenie „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą” bardzo dobrze określa tych, którzy są złymi ludźmi, a pod przykrywką gorliwej wiary potrafią krzywdzić innych, są obojętni na drugiego człowieka, żyją w kłamstwie, braku poszanowania i tolerancji, zaślepieni doktryną. Zawsze przeszkadzało mi w kościele to, że było tam tak smutno. Ludzie zawodzili żałośnie, było ciemno, zimno, nieprzyjaźnie, księża wywyższali się i traktowali ludzi z góry. Z podziwem patrzyłam na baptystów, którzy z radością tańczyli i śpiewali, jakby byli na imprezie u swojego Pana. Kiedy już jako dorosła osoba zaczęłam orientować się, ile w tej instytucji zła, przestępstw tuszowanych latami, pedofilii, w jaki sposób kościół próbuje mieszać się w politykę, jak korzysta z pieniędzy, które odprowadzamy do budżetu w postaci podatków, jak tragiczny w skutkach jest celibat, który, dla pieniędzy, ingeruje w naturalne i podstawowe potrzeby człowieka, jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że nie chcę być tego uczestnikiem – ani biernym, ani tym bardziej czynnym. Niektórzy powiedzą, że przecież kościół to nie Bóg, że można wierzyć, a jednocześnie nie akceptować doktryny kościoła i postępowania kleru. Być może. Jeśli się jednak nigdy nie wierzyło, a religia jawi się jako mit, coś, co ludzie wymyślili, by móc zawierzyć jakieś sile wyższej to, na co nie mają wpływu, to postępowanie kościoła bulwersuje jeszcze mocniej. Do tego stopnia, że człowiek nie ma ochoty mieć z nim nic wspólnego. Czy bałam się o dzieci, kiedy zrezygnowaliśmy z religii w szkole, tego, że będą wyśmiewane czy prześladowane? Ani trochę. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji i poruszyłabym wszelkie instytucje, by na to nie pozwolić. Kiedy Igor był w drugiej klasie, przyszedł któregoś dnia do domu (wtedy chodził jeszcze na religię) i powiedział, że ksiądz bił dzieci w czasie lekcji. Ciągnął za uszy, robił „kokosy” na głowie, wyrzucał piórniki do śmietnika. Zagotowałam się. Najpierw zadzwoniłam do wychowawczyni. Następnego dnia udało jej się ustalić, że nasz syn mówił prawdę, ale dzieci bały się o tym powiedzieć. Jakie szczęście, że on się nie bał! Jacek pojechał do szkoły porozmawiać z dyrekcją. Kilka dni później ksiądz przestał być pracownikiem szkoły – po wezwaniu przez Radę Rodziców zrezygnował sam. Nadal jednak jest proboszczem w parafii. Nie będę powtarzać plotek, choć wiem, że są prawdziwe, ale to żaden autorytet dla kogokolwiek. Trzy lata temu podjęłam decyzję o całkowitym odcięciu się od kościoła. Żadnych mszy, święcenia jajek, żegnania się w trakcie zwiedzania katedry czy wizyty na cmentarzu, żadnych „szczęść Boże” na widok księdza i innych gestów i zwrotów, którymi zostaliśmy zindoktrynowani jako dzieci. Dlaczego zatem obchodzę święta? Bo to element tradycji. Nie ma dla mnie nic wspólnego z wiarą. Śmieszy mnie wręcz jak wierzący oburzają się na to. Sami obchodzą święta nie tak jak stanowi o tym ich religia, tylko tak, jak się tradycyjnie przyjęło. Nie skromnie, tylko z obżarstwem, alkoholem, choinką i oglądaniem Kevina. Z Mikołajem i prezentami. A w Wielkanoc z zającem, żurkiem i śmigusem dyngusem. To nie są katolickie obchody. Dla mnie mogłyby być każdego innego dnia w roku, a świętuję, bo jest to nasza, polska tradycja. Nie czuwam, nie chodzę na pasterkę, nie uczestniczę w mszach, nie przyjmuję kolędy, nie święcę pokarmów, nie czytam Pisma Świętego, pod obrus kładę łuski karpia na szczęście. Kupuję tonę prezentów, jeśli mam za co i jem pyszności. Żurek i bigos nie są elementem świętowania zmartwychwstania moi Drodzy. Ot i cała tajemnica świąt u niewierzących. Potrzeba mi było wielu lat, żeby w kraju, który jest współrządzony (albo i rządzony) przez kościół powiedzieć „nie wierzę”. Żeby być osobą publiczną, która powie „nie wierzę”. To nadal wielkie tabu, choć wiem, że jest nas – niewierzących – coraz więcej. Piszecie do mnie w listach, że czujecie podobnie, ale brak Wam odwagi. Bo co powie teściowa, co powie ksiądz, co powiedzą rodzice kolegów ze szkoły. A my proszę Państwa żyjemy dla siebie. Nie dla innych. I nie po to, by spełniać czyjeś oczekiwania. Z racji tego, jak zostaliśmy wychowani, tak często robimy jeszcze to, co „wypada”, nawet jeśli kłóci się to z tym, co czujemy i w co naprawdę wierzymy. Mam nadzieję, że nasze dzieci już nie będą miały tego kagańca. Jeśli będą chciały w coś wierzyć, to dlatego, że to poczują, a nie dlatego, że ktoś coś na nich wymógł, do czegoś je zmusił, przystosował. Staram się być dobrym człowiekiem. Dobrym, nie znaczy uległym i bezrefleksyjnym. Nauka bezspornie udowadnia to w jaki sposób powstało życie i świat, który znamy i bynajmniej nie trwało to 7 dni. Nauki kościoła są dla mnie zwykłymi mitami, bajkami, fikcją literacką, nie są poparte żadnymi dowodami, argumentami, niczym na czym można się oprzeć. To, co zawiera Biblia, to czego naucza kościół zaprzecza racjonalnej wiedzy o człowieku i świecie. Teologia nie jest nauką. Jako racjonalistka nie umiałam, nie umiem i nie będę umiała uwierzyć w istnienie żadnego boga (wcześniej Bóg pisałam wielką literą, z szacunku do moich prawdziwie wierzących czytelników). Nie lubię, gdy ktoś próbuje mnie nawracać, bo wiara nie jest dla mnie czymś do czego można kogoś przekonać. Przekonać można kogoś do faktów, a religia nie jest faktem. Jest oparta na domysłach, przekazie (podobnie jak legendy czy mity), katechezie (czyli nauczaniu wiary) i zaprzeczaniu rzeczywistości. Rozumiem, że ludziom jest łatwiej wierzyć, że jest ktoś/ coś, kto/co ma moc sprawczą, jest siłą wyższą, pomaga, prowadzi, można się do niego zwrócić. Zawsze tak było. Swoich bogów miały plemiona, mieli starożytni Grecy i Rzymianie, ale ich bogowie są dla nas dziś bohaterami bajek – lektur szkolnych. I Bóg katolicki tak samo kiedyś będzie takim właśnie baśniowym bohaterem naszej epoki. Już pokolenie naszych dzieci raczej nie będzie chciało kontynuować tego kultu. Teraz żyję w zgodzie ze sobą. Ze swoimi przekonaniami, z tym co myślę i czuję. Pomagam innym, całe dorosłe życie jestem żoną jednego męża, matką trójki dzieci. Żyję uczciwie w stosunku do siebie i ludzi. Nie namawiam nikogo do odejścia od wiary. Namawiam do tego, by nie być hipokrytą i nie żyć w zakłamaniu. By być w porządku wobec siebie i innych. By kochać bliźniego, jak siebie samego. By szanować innych bez względu na to, w co wierzą, jeśli nikogo nie krzywdzą. Tyle ode mnie. Peace & Love Anna Jaworska – MumMe Chrystus działa w Kościele przez konkretnych ludzi ks. Paweł Łazarski/GN „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół” – znamy te słowa doskonale, bo wypowiadamy je podczas niedzielnej Mszy. Co one dla nas znaczą i jak ma się do tego II Synod Archidiecezji Katowickiej? Okazuje się, że gdy wypowiadamy słowo "Kościół", trudno jednoznacznie wyjaśnić, co mamy na myśli. Zarówno soborowa konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium”, jak i Katechizm Kościoła Katolickiego opisują Kościół za pomocą zbioru obrazów, a każdy z nich ukazuje go z innej perspektywy, naświetla inną stronę tej rzeczywistości. To daje obraz Kościoła wielowymiarowy i pełniejszy. Teologia mówi o „modelach Kościoła”. W przygotowaniach do synodu wielokrotnie powtarza się, że to my – jako wspólnota – odpowiedzialni jesteśmy za kształt naszego Kościoła lokalnego. To poczucie odpowiedzialności za Kościół, które wynika ze świadomości, że Kościół to nie tylko duchowieństwo, ale Ciało Chrystusa, które tworzymy my wszyscy – jest chyba najważniejszym punktem wyjścia dla synodu. Jest to także cel, bo doświadczenie współodpowiedzialności za Kościół, którym jesteśmy, może być istotniejsze od tego, co uda się ostatecznie ustalić w formie przepisów prawnych. W słowach „wierzę w Kościół” nie chodzi wiarę w poszczególnych ludzi, którzy go tworzą. Wiara w Kościół wiąże się ściśle z wiarą w Boga – wierzę, że Bóg obecny jest w Kościele, że słowo głoszone przez Kościół jest Jego słowem, że działa w sakramentach. Chrystus działa w Kościele, a to znaczy, że działa także przez konkretnych ludzi. Bóg nie działa abstrakcyjnie, ale za pośrednictwem nas – grzeszników. Dlatego musimy uczyć się rozróżniać to, co Boże od tego, co pochodzi z naszych grzechów – to jest bardzo trudne, ale bardzo ważne. Inaczej istnieje niebezpieczeństwo gorszenia się ludźmi Kościoła – bo traktujemy nasze grzechy jako coś nie do pogodzenia z Boskim działaniem. Często słyszy się deklarację „Chrystus – tak, Kościół – nie”. Jest w niej swoisty paradoks. Jezus przecież wszedł w świat w konkretnym czasie, żył i działał wśród konkretnych ludzi. To oni zachowali pamięć o Nim. Nie można dojść do Chrystusa inaczej, jak przez pamięć Kościoła, przez wspólnotę, która tę pamięć zachowała. Oczywiście, obraz Jezusa, jaki mamy dziś, nie jest doskonały, ale ufamy, że Duch Święty chroni jej główny trzon i tam nadal można spotykać żyjącego Jezusa. Nie ma pewniejszej drogi do Ojca niż Chrystus działający w Kościele. Nie znaczy to, że Bóg nie może do nas dotrzeć w inny sposób, ale – skoro wybrał taką drogę – poprzez wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie – to pewnie nie po to, żebyśmy szukali teraz innej. „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20) Te słowa Chrystusa powinniśmy ciągle mieć w pamięci. Jesteśmy – jako Kościół – wspólnotą, w której aktywnie działa Duch Święty. Nie może On działać inaczej, jak tylko przez nas. Wierzyć w Kościół to także wierzyć w Ducha obecnego w Kościele, przemieniającego nasze serca. Dlatego tak ważne jest, abyśmy doskonalili naszą umiejętność wsłuchiwania się w Jego głos. « ‹ 1 › » oceń artykuł Zobacz także Polecane Reklama Galerie Obozy Skautów Europy - harcerki i wilczki z Rybnika i okolic Dzień wspólnoty w Koniakowie - część 2 - Eucharystia i tańce Dzień wspólnoty w Koniakowie - część 1 - godzina jedności XIV Msza na wodzie Katowice. Odpust u Świętych Apostołów Piotra i Pawła XLI Pielgrzymka Rzemiosła Polskiego na Jasną Górę Szesnasty i siedemnasty diakon stały w archidiecezji Krzysztof Jamrozy nowym diakonem stałym Zakończenie roku formacyjnego w WŚSD cz. 2 Zakończenie roku formacyjnego w WŚSD cz. 1 Reklama Reklama Więcej informacji Galerie Wierzę w Kościół Chrystus działa w Kościele przez konkretnych ludzi ks. Paweł Łazarski/GN „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół” – znamy te słowa doskonale, bo wypowiadamy je podczas niedzielnej Mszy. Co one dla nas znaczą i jak ma się do tego II Synod Archidiecezji Katowickiej? Okazuje się, że gdy wypowiadamy słowo "Kościół", trudno jednoznacznie wyjaśnić, co mamy na myśli. Zarówno soborowa konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium”, jak i Katechizm Kościoła Katolickiego opisują Kościół za pomocą zbioru obrazów, a każdy z nich ukazuje go z innej perspektywy, naświetla inną stronę tej rzeczywistości. To daje obraz Kościoła wielowymiarowy i pełniejszy. Teologia mówi o „modelach Kościoła”. W przygotowaniach do synodu wielokrotnie powtarza się, że to my – jako wspólnota – odpowiedzialni jesteśmy za kształt naszego Kościoła lokalnego. To poczucie odpowiedzialności za Kościół, które wynika ze świadomości, że Kościół to nie tylko duchowieństwo, ale Ciało Chrystusa, które tworzymy my wszyscy – jest chyba najważniejszym punktem wyjścia dla synodu. Jest to także cel, bo doświadczenie współodpowiedzialności za Kościół, którym jesteśmy, może być istotniejsze od tego, co uda się ostatecznie ustalić w formie przepisów prawnych. W słowach „wierzę w Kościół” nie chodzi wiarę w poszczególnych ludzi, którzy go tworzą. Wiara w Kościół wiąże się ściśle z wiarą w Boga – wierzę, że Bóg obecny jest w Kościele, że słowo głoszone przez Kościół jest Jego słowem, że działa w sakramentach. Chrystus działa w Kościele, a to znaczy, że działa także przez konkretnych ludzi. Bóg nie działa abstrakcyjnie, ale za pośrednictwem nas – grzeszników. Dlatego musimy uczyć się rozróżniać to, co Boże od tego, co pochodzi z naszych grzechów – to jest bardzo trudne, ale bardzo ważne. Inaczej istnieje niebezpieczeństwo gorszenia się ludźmi Kościoła – bo traktujemy nasze grzechy jako coś nie do pogodzenia z Boskim działaniem. Często słyszy się deklarację „Chrystus – tak, Kościół – nie”. Jest w niej swoisty paradoks. Jezus przecież wszedł w świat w konkretnym czasie, żył i działał wśród konkretnych ludzi. To oni zachowali pamięć o Nim. Nie można dojść do Chrystusa inaczej, jak przez pamięć Kościoła, przez wspólnotę, która tę pamięć zachowała. Oczywiście, obraz Jezusa, jaki mamy dziś, nie jest doskonały, ale ufamy, że Duch Święty chroni jej główny trzon i tam nadal można spotykać żyjącego Jezusa. Nie ma pewniejszej drogi do Ojca niż Chrystus działający w Kościele. Nie znaczy to, że Bóg nie może do nas dotrzeć w inny sposób, ale – skoro wybrał taką drogę – poprzez wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie – to pewnie nie po to, żebyśmy szukali teraz innej. „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20) Te słowa Chrystusa powinniśmy ciągle mieć w pamięci. Jesteśmy – jako Kościół – wspólnotą, w której aktywnie działa Duch Święty. Nie może On działać inaczej, jak tylko przez nas. Wierzyć w Kościół to także wierzyć w Ducha obecnego w Kościele, przemieniającego nasze serca. Dlatego tak ważne jest, abyśmy doskonalili naszą umiejętność wsłuchiwania się w Jego głos. « ‹ 1 › » oceń artykuł Zobacz także Polecane Reklama Galerie Obozy Skautów Europy - harcerki i wilczki z Rybnika i okolic Dzień wspólnoty w Koniakowie - część 2 - Eucharystia i tańce Dzień wspólnoty w Koniakowie - część 1 - godzina jedności XIV Msza na wodzie Katowice. Odpust u Świętych Apostołów Piotra i Pawła XLI Pielgrzymka Rzemiosła Polskiego na Jasną Górę Szesnasty i siedemnasty diakon stały w archidiecezji Krzysztof Jamrozy nowym diakonem stałym Zakończenie roku formacyjnego w WŚSD cz. 2 Zakończenie roku formacyjnego w WŚSD cz. 1 Reklama Reklama Więcej informacji Galerie Renata Dancewicz jest zadeklarowaną feministką. Gwiazda mocno wspiera też społeczność LGBT+. Aktorka od wielu lat krytycznie podchodzi do Kościoła katolickiego. W rozmowie z serwisem zdradziła, dlaczego. Renata Dancewicz jest aktorką, która śmiało mówi o swoich poglądach. Gwiazda jest zadeklarowaną feministką, wspiera społeczność LGBT+ i otwarcie wyraża swoje zdanie na temat Kościoła katolickiego. W rozmowie z Michałem Misiorkiem z serwisu wyznała, że od lat ma bardzo krytyczne podejście do kościoła też: Renata Dancewicz odmówiła Kurskiemu. "Nie chcę brać w tym udziału" Renata Dancewicz: "Nie wierzę w Boga i nie chcę być częścią Kościoła katolickiego""Ja, już jako mała dziewczynka, zrozumiałam, że nie wierzę w Boga i nie chcę być częścią Kościoła katolickiego. Zobaczyłam, jak niesprawiedliwie Kościół traktuje kobiety. One mają być służącymi i tyle. Na samym szczycie hierarchii są księża, którzy mają kontakt z Bogiem, później mężczyźni, a na samym końcu kobiety" - powiedziała Dancewicz, dodając: "Przecież praktycznie w każdej parafii to zakonnice usługują księżom. Gdy byłam jakiś czas temu na Warmii, dowiedziałam się, że w tamtejszym seminarium gotują i sprzątają babcie z okolicznych wsi. A przecież mieszka tam stado dorodnych, młodych i przystojnych mężczyzn. I skoro przychodzili do mnie po autograf, to chyba oglądają telewizję i mają czas na rozrywki. A na umycie podłogi już nie? Musi za nich robić to jakaś kobieta w sile wieku? To jest dla mnie nie do pojęcia" - powiedziała oburzona początkowo nie mówiła swoim bliskim, że jest jej nie po drodze z Kościołem. Z czasem to się jednak zmieniło. Mimo że nie dokonała aktu apostazji, przyznała, że bardzo mocno o tym myśli."Myślę o tym od dawna i obiecuję sobie, że w końcu się tym zajmę. Żeby to zrobić, musiałabym pojechać do mojej parafii w Lublinie, a odkąd moi rodzice i brat się stamtąd wyprowadzili, w ogóle tam nie bywam. Może da się to zrobić przez internet? Muszę się tym zainteresować. Choć słyszałam, że księża to bardzo utrudniają" - przyznała Renata Dancewicz. fot. Viphoto/ East News Galeria Te gwiazdy nie chcą mieć dzieci [ZDJĘCIA] publikacja 09:30 Kościół? - pyszni hierarchowie; grzeszni i chciwi księża; bezduszna instytucja; wysokie, bezsensowne wymagania; mętne i zmieniające się z biegiem czasu nauczanie; ciemne karty historii…? - na te pytanie ma odpowiedzieć siódmy blok spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię". Zastanawiasz się, po co Ci Kościół? Szukasz w nim swojego miejsca? A może wcale się w nim nie odnajdujesz i… nie chcesz mieć z nim nic wspólnego? - pytają prowokacyjnie organizatorzy imprezy, która tym razem będzie przebiegać po hasłem: WIERZĘ W BOGA, NIE WIERZĘ W KOŚCIÓŁ. Próbując wyjść naprzeciw tym zagadnieniom zapewniają rzeczowe i merytoryczne debaty - "bez uciekania od trudnych pytań i owijania w bawełnę"! Poniżej plan najbliższych spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię”: 1. Słowo dla zniechęconych - ks. Dariusz Szyszka, wtorek 19 maja, godz. Aula 1 , Budynek 23, Kampus SGGW na Ursynowie. Czy można wierzyć bez Kościoła? Wierzyć w Kościół ? - ale w który? Jak być w Kościele, skoro księża „są tacy” ? Ksiądz „też człowiek” czy chodzący ideał? Czy w Kościele jest miejsce dla grzeszników? Nauczanie Kościoła – restrykcyjne wymagania, wymuszanie heroizmu? Czy w Kościele jest miejsce dla osób samodzielnie myślących? Czy nie zgadzając się częściowo z jego nauczaniem mam szansę w nim być? ? Co jest ważniejsze – sztywne zasady czy miłość? Co robić, jeśli nie widzę swojego miejsca w Kościele? 2. "Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym..." - Muniek Staszczyk w rozmowie o wierze i życiu z ks. Przemkiem "Kawą" Kaweckim, środa 20 maja, godz. Aula 1, Budynek 24, Kampus SGGW na Ursynowie Wokalista legendarnej grupy T-LOVE jakiego jeszcze nie znacie. Muniek opowie o tym, jak postrzega współczesny Kościół i jakie ma doświadczenie tej wspólnoty, odpowie na pytanie „dlaczego chłopaki nie płaczą i nie chodzą do Kościoła?”, a także wyjaśni, co dla niego znaczy „być prawdziwym facetem”. 3. Męskie Rozmowy o Seksie - o. Ksawery Knotz OFMcap, dr Szymon Grzelak, dr n. med. Stanisław Dulko, dr n. med. Grzegorz Południewski, dr Jerzy Rodzeń, czwartek 21 maja, godz. Aula B, SGH Debata o seksie w małżeństwie i antykoncepcji – merytoryczne starcie przedstawicieli „dwóch stron”. Spotkanie nie tylko dla mężczyzn. Jaka jest nauka Kościoła o seksie, czyli co wolno, a czego wolno robić w małżeństwie. Jakie powinno być podejście małżonków do kwestii seksu? Czy można z czystym sumieniem eksperymentować w łóżku? Jakie jest zdanie Kościoła o antykoncepcji? Zabrania jej stosowania, czy dopuszcza jakieś wyjątki? Czy seks zawsze musi nieść za sobą założenia reprodukcyjne? Czy zabranianie parze spontanicznego okazywania sobie miłości poprzez współżycie nie jest czymś złym ? Na czym polega Naturalne Planowanie Rodziny? NPR i antykoncepcja – skuteczność, wady i zalety. 4. Z Archiwum X Kościoła - prof. Paweł Kras, o. prof. Jacek Salij OP, ks. prof. Waldemar Chrostowski, czwartek 27 maja, godz. Aula w Starym BUW, Kampus Główny UW Ciemne karty w historii Kościoła, tajemnicze zakamarki… - obalamy mity, wyjaśniamy nieścisłości ! Inkwizycje, krucjaty, nieomylność papieża, sens dogmatów, zmiany w nauczaniu, wolność sumienia vs nakazy Kościoła. Szczegóły ( program, sylwetki gości i informacje o dojeździe) na stronie: Dodatkowo nagrania wideo spotkań organizowanych w ramach poprzednich bloków projektu: Na kanale ASK Soli Deo: konferencja ks. Piotra Pawlukiewicza „Żyć Mocniej” i panel „Pokonać Siebie”, w którym udział wzięli dwaj medaliści olimpijscy – Michał Jeliński i Szymon Kołecki, oraz najmłodszy zdobywca obu biegunów – Jan Mela. Akademickie Stowarzyszenie Katolickie Soli Deo organizuje w drugiej połowie maja siódmy już blok spotkań z cyklu Poruszyć Niebo Ziemię, tym razem pod zachęcającym do refleksji hasłem: Wierzę w Boga, nie wierzę w Kościół. Jak zwykle zapewniamy ciekawe debaty, w których nie ma tematów tabu i w których decydują merytoryczne argumenty, a nie emocje czy stereotypy. Nowy blok zacznie się od spotkania z ks. Dariuszem Szyszką: Słowo dla zniechęconych (wtorek 19 maja, godz. Aula 1, Budynek 23, Kampus SGGW na Ursynowie). Nasz gość zmierzy się z pytaniami, które nurtują studentów: Czy można wierzyć w Boga bez pośrednictwa Kościoła? Czy mamy wierzyć w Kościół i we wszystko co naucza? Czy Kościół uczy myśleć czy też uczy jedynie wierzyć? Czy ten, kto w jakiejś kwestii nie zgadza się z Kościołem, nie zgadza się tym samym z Bogiem? W środę, 20 maja, o godz. również w Auli 1, Budynek 24, Kampus SGGW na Ursynowie, Muniek Staszczyk będzie rozmawiał o wierze i życiu z ks. Przemkiem "Kawą" Kaweckim. Mottem rozmowy będzie marzenie: Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym..." Wokalista legendarnej grupy T-LOVE opowie o tym, jak postrzega współczesny Kościół. Odpowie też na pytanie: "dlaczego chłopaki nie płaczą i nie chodzą do kościoła?". Opowie również o tym, co dla niego znaczy "być prawdziwym facetem" i czy Kościół mu w tym pomaga. Trzecie spotkanie odbędzie się pod tytułem: Męskie rozmowy o seksie. Z pewnością spotkanie to zaciekawi także studentki, mimo ze zaproszeni goście to mężczyźni: o. Ksawery Knotz OFMcap, dr Szymon Grzelak, dr n. med. Stanisław Dulko, dr n. med. Grzegorz Południewski, dr Jerzy Rodzeń (czwartek 21 maja, godz. Aula B, SGH). Będzie to debata o seksie w małżeństwie i o antykoncepcji. To męskie i merytoryczne starcie przedstawicieli "dwóch stron" zainteresuje NIE TYLKO mężczyzn. Będziemy szukać odpowiedzi na pytania, które są ważne dla młodych ludzi: Jaka jest nauka Kościoła o seksie? Jaka jest relacja między seksem a miłością? Jak komunikować miłość i czułość między małżonkami? Kiedy seks jest błogosławieństwem? Jakie uzasadnienie ma nauczanie Kościoła o antykoncepcji? Czy współżycie w małżeństwie powinno zawsze wiązać się z płodnością? Na czym polega naturalne planowanie rodziny(NPR)? Jakie wady i zalety ma NPR i antykoncepcja? Czwarte spotkanie odbędzie się pod tajemniczo brzmiącym tytułem: Z Archiwum X Kościoła. Naszymi gośćmi będą: prof. Paweł Kras, o. prof. Jacek Salij OP, ks. prof. Waldemar Chrostowski (czwartek 27 maja, godz. Aula w Starym BUWie, Kampus Główny UW). Poruszymy wtedy tak ważne kwestie, jak: Czy Kościół katolicki ma prawo mówić o pokoju i wolności, skoro sam organizował krucjaty i uczestniczył w inkwizycji? Czy nieomylność papieża w sprawach wiary i moralności nie stawia człowieka w miejsce Boga? Czy kościelni hierarchowie mogą określać dogmaty? Czy i dlaczego Kościół na przestrzeni wieków zmienia własną naukę? Co robić, gdy sumienie podpowiada coś sprzecznego z nauką Kościoła? O tych zagadnieniach i o sprawach uznawanych za "czarne karty" w historii Kościoła, będą mówić profesorowie teologii i historii. Przewidujemy także czas na odważną debatę z publicznością. Szczegółowe informacje ( program, sylwetki gości i informacje o dojeździe na miejsce spotkań) znajdują się na stronie: Zachęcamy również do obejrzenia nagrań wideo ze spotkań organizowanych w ramach poprzednich bloków. Na kanale ASK Soli Deo ( znajdziecie konferencję ks. Piotra Pawlukiewicza - "Żyć Mocniej" i panel "Pokonać Siebie", w którym udział wzięli dwaj medaliści olimpijscy - Michał Jeliński i Szymon Kołecki oraz najmłodszy zdobywca obu biegunów - Jan Mela. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy w imieniu organizatorów "Poruszyć Niebo i Ziemię". ASK “Soli Deo" We RESPOND You!

nie wierze w kościół